Fotografia ślubna Dworzyszcze Wola: Luz, wojskowy dryl i pizza pod gwiazdami

Lokalizacja: Dworzyszcze Wola, Małopolska
Para: Kasia i Andrzej

Jako MovieTak zawsze powtarzamy jedno: nie szukamy „klientów”, szukamy historii, które tętnią autentycznością. Kiedy Kasia i Andrzej zaprosili nas do udokumentowania swojego dnia w Dworzyszczu Wola, wiedzieliśmy, że to będzie strzał w dziesiątkę. To miejsce ma w sobie coś, co idealnie rezonuje z naszą filozofią „momentów w międzyczasie” – brak nadęcia, mnóstwo natury i przestrzeń, która pozwala emocjom płynąć swobodnie.

Jeśli planujecie wesele w stodole pod Krakowem i zastanawiacie się, jak połączyć wojskowy profesjonalizm z totalnym luzem, ten wpis jest dla Was. Rozgośćcie się, zaparzcie kawę i zobaczcie, jak wyglądał ten dzień naszymi oczami – oczami Filipa i Agaty.

Sesja narzeczeńska w lawendzie – dlaczego to nasz „must-have”?

Zanim jednak spotkaliśmy się w Dworzyszczu, zabraliśmy Kasię i Andrzeja na sesję narzeczeńską. Jako MovieTak rzadko rezygnujemy z tego kroku. Dlaczego? Bo to nasz „vibe check”. Większość par na początku mówi: „nie umiemy pozować”, „będziemy wyglądać sztywno”. My wtedy odpowiadamy: „świetnie, bo my nie chcemy, żebyście pozowali”.

Wybraliśmy pole lawendy pod Krakowem. Przełom czerwca i lipca to jedyny moment, kiedy ten fiolet dosłownie obezwładnia. Byliśmy tam o świcie – rosa na trawie, miękkie słońce i zero postronnych osób. To właśnie tam Kasia i Andrzej pokazali nam swoją prawdziwą twarz: wiecznie uśmiechnięci, radosni i – co najważniejsze – szalenie w sobie zakochani.

Podczas sesji narzeczeńskiej nie tylko „robimy zdjęcia”. My uczymy się Was, a Wy uczycie się nas. Dzięki temu w dniu ślubu nie jesteśmy „obcymi z aparatami”, ale Filipem i Agatą, którzy po prostu towarzyszą Wam w przygodzie. Efekt? Sesja w lawendzie wyszła niesamowicie naturalnie. Zrozumieliśmy, że przy tej parze zdjęcia robią się same – wystarczy im nie przeszkadzać.

Dworzyszcze Wola – miejsce z duszą i niesamowitą historią

Dworzyszcze Wola (znajdujące się w Woli Więcławskiej, rzut beretem od Krakowa) to jedna z tych lokalizacji, które kochamy jako twórcy szukający naturalności. Ale czy wiedzieliście, że to miejsce ma historię, która sięga znacznie głębiej niż branża ślubna? To zaadaptowane gospodarstwo jest siedzibą Centrum Macierz Polonii – inicjatywy, która od lat łączy Polaków z całego świata. Kiedyś gościło tysiące pielgrzymów podczas Światowych Dni Młodzieży, a dziś ta dobra energia przekuwa się w niesamowitą atmosferę wesel w stylu slow.

Tam nie ma nadęcia. Nie znajdziecie tu kryształowych żyrandoli i złoconych sztućców, które narzucają sztywną etykietę. Jest za to autentyczność: drewno, cegła i ogromne przeszklenia sali weselnej, która płynnie łączy się z malowniczym wzniesieniem otoczonym polami. Oprócz głównej sali z antresolą, Dworzyszcze oferuje klimatyczną salę kominkową oraz plenerową scenę z podestem tanecznym. A spacer w stronę różanej pergoli, gdzie często odbywają się ceremonie plenerowe, to czysta przyjemność dla oka (i obiektywu).

Wystrój, który przygotowała Agnieszka Błaszczyk z AB Kwiaty, był absolutnym majstersztykiem. Wyobraźcie sobie głęboki, niebieski welur na obrusach – coś, co rzadko spotyka się na sesjach ślubnych, a co wygląda niesamowicie szlachetnie i głęboko. Ten granat idealnie kontrastował z jasnym wnętrzem stodoły i surowym drewnem. Do tego kwiaty w odcieniach pudrowego i ciemnego różu z dużą ilością soczystej zieleni. To nie było „katalogowe” i nudne. To miało charakter, teksturę i pazur. Dokładnie tak, jak nasi bohaterowie.

Przygotowania zaczęliśmy na miejscu, co zawsze polecamy każdemu. Brak logistycznego koszmaru, stania w korkach i stresu, czy fryzjerka zdąży, to połowa sukcesu spokojnego poranka. Na antresoli wrzało (w pozytywnym sensie) podczas robienia fryzur i makijażu. Światło wpadające przez okna dachowe Dworzyszcza to marzenie każdego operatora – miękkie, plastyczne, idealne do portretów. W tym samym czasie w pokojach na dole Andrzej przygotowywał swój mundur. W powietrzu unosiła się ta specyficzna mieszanka podekscytowania i męskiego spokoju. Zero paniki, dużo śmiechu i braterskiej pomocy przy poprawianiu pagonów.

MovieTak od kuchni: Duet, technika i „momenty w międzyczasie”

Praca w dwoje (foto + video) to nasza największa przewaga. Agata jest naszym estetycznym kompasem i „okiem do koloru”, dbając o detale i spójną paletę barw (jak te niebieskie welury i różowe kwiaty w Dworzyszczu), podczas gdy ja (Filip) działam tam, gdzie działo się najwięcej akcji. Działamy w pełnym zaufaniu, uzupełniając się perspektywami bez wchodzenia sobie w kadr.

W praktyce nasza filozofia „momentów w międzyczasie” to konkretna technika pracy. Używamy jasnych stałek, by łapać naturalne światło i zachować intymność, unikając wielkich lamp, które „zabijają” klimat. Nie reżyserujemy – po prostu dokumentujemy prawdę: wzruszenie taty Kasi czy żarty kolegów Andrzeja podczas poprawiania pagonów. Nasza obecność jest niemal niezauważalna, co pozwala Wam zapomnieć o obiektywie i po prostu być sobą.

To podejście przenosimy na montaż, walcząc z nudnymi filmami-tasiemcami. Stawiamy na dynamiczny montaż, który oddaje rytm dnia – od błysku szabel po race przy torcie. Dźwięk traktujemy na równi z obrazem, rejestrując drżenie głosu podczas przysięgi i salwy śmiechu przy pizzy. Dzięki pracy w duecie łączymy perspektywy (np. reakcja Andrzeja i wejście Kasi jednocześnie), tworząc kinową całość, którą Agata wykańcza spójnym, „premium” kolorem. Efekt? Reportaż, który żyje, oddycha i staje się małym dziełem sztuki.

First Look i magia munduru w Dworzyszczu

Punktualnie o 14:00 zorganizowaliśmy First Look przed salą. To był jeden z tych momentów, dla których warto robić to, co robimy. Emocje były tak gęste, że można by je kroić nożem. Andrzej w pełnym umundurowaniu, Kasia w sukni, która wyglądała, jakby była utkana z mgły. Emocje? Gigantyczne. W MovieTak uwielbiamy First Looki na osobności – to jedyna chwila w tym zwariowanym dniu, kiedy Para Młoda może być przez moment tylko ze sobą (i z nami, ukrytymi za drzewami).

Andrzej nie krył wzruszenia, a Kasia promieniała. Ten kontrast między surowością munduru a delikatnością sukni ślubnej to wizualny majstersztyk. W filmie użyliśmy tu wolniejszego tempa, pozwalając widzowi (i parze) nasycić się tą chwilą. To idealny przykład naszego podeścia: jesteśmy blisko, ale dajemy Wam przestrzeń na oddech.

Ceremonia: Wojacy, szable i śpiew przyjaciół

Przejazd do kościoła, a tam… inna bajka. Ślub wojskowy pod Krakowem ma swoją specyficzną etykietę, którą jako ekipa foto-video musimy znać. Honorowa asysta żołnierzy, koledzy z jednostki postawieni w gotowości – to nadaje ceremonii powagi i pewnego rodzaju „filmowości”, którą uwielbiają nasze obiektywy.

Ale żeby nie było zbyt sztywno, Kasia zadbała o to, co najważniejsze – relacje. Na chórze nie było zwykłego organisty. Śpiewały przyjaciółki Kasi i jej przyjaciel. Kiedy ich głosy wypełniły kościół, czuć było ciarki na plecach wszystkich gości. To pokazuje, że nasi bohaterowie to ludzie, którzy cenią autentyczność ponad wszystko.

Wyjście z kościoła to klasyka – szpaler szabel. Jako fotografowie musimy być tu niesamowicie czujni. To trwa sekundy, a błąd jest niewybaczalny. Błysk stali, sypane kwiaty, uśmiechy gości i ten jeden, elegancki całus na końcu szpaleru. Złapaliśmy to z Agatą z dwóch różnych kątów i na różnych ogniskowych, dzięki czemu w reportażu macie pełny obraz tej dynamiki – od szerokiego planu po bliskie zbliżenia na ich dociśnięte usta i przymknięte oczy.

Wesele w stodole: Pizza, Belgijka i zero stresu

Powrót do Dworzyszcza to moment, w którym wszyscy „zdjęliśmy krawaty”. Powitanie przez Parę Młodą, wspólne toasty i… pizza. Tak, w Dworzyszczu Wola pizza to standard, który uwielbiamy! Nie ma nic lepszego niż gorąca margherita z pieca opalanego drewnem, którą goście mogą zajadać na leżakach w ogrodzie. To rozbija wszelkie lody i sprawia, że atmosfera staje się luźna od samego początku. Żadnego sztywnego siedzenia przy stołach – ruch, energia i zapach pieczonego ciasta.

Pierwszy taniec? Piękna choreografia w ciężkim dymie. Kasia i Andrzej wyglądali, jakby płynęli nad parkietem stodoły. Za muzykę odpowiadał Tomasz Korus z Magicznej Nocy. Jeśli ktoś potrafi rozbujać 125 osób w pięć minut, to jest to właśnie on. On nie tylko puszcza muzykę, on nią zarządza, czując każdą zmianę nastroju na sali.

Belgijka w wykonaniu wszystkich gości to był widok, którego nie zapomnimy. Sala w Dworzyszczu dosłownie drżała od kroków. Jako MovieTak uwielbiamy takie momenty – kiedy możemy wejść z kamerą w sam środek tłumu, łapać uśmiechy w ruchu, pot na czołach i czystą, niczym nieskrępowaną radość. To jest nasza definicja „good vibes”. Nie stoimy z boku – jesteśmy w samym sercu akcji, byście mogli poczuć tę energię oglądając film po latach.

Sesja o zachodzie słońca – 15 minut dla Was

Kiedy tylko słońce zaczęło zbliżać się do horyzontu, porwaliśmy Kasię i Andrzeja na szybką sesję. Dworzyszcze ma to do siebie, że nie trzeba nigdzie jechać. Teren wokół sali jest tak urozmaicony, że wystarczy kwadrans, by zrobić reportaż, którego pozazdrości Wam każdy.

Andrzej przebrał się już z munduru w garnitur, co dodało sesji jeszcze większego luzu. Byli już po oficjalnych częściach, po stresie związanym z ceremonią. To był ich moment na złapanie oddechu. Spacerowali, szeptali do siebie, a my tylko wyłapywaliśmy to światło, które przebijało się przez liście drzew. Żadnego „stań tak”, „popatrz tam”. Tylko oni, ich bliskość i nasza dyskretna obecność. To wtedy powstają te najbardziej intymne portrety.

Wieczorne atrakcje: Tort przy racach i test zgodności

Wieczór w stodole przyniósł kolejne unikalne klatki. Tort o 22:00 nie wjechał przy zgaszonym świetle na środek sali. Wjechał na zewnątrz, pod gwiazdy, przy blasku rac trzymanych przez gości. To był spektakl światła, dymu i dźwięku. Na zdjęciach wygląda to fenomenalnie – dynamika, ogień i radość gości tworzą tło, którego nie da się podrobić.

Potem przyszła pora na oczepiny. Ale nie te kiczowate, których wszyscy się boją. Był test zgodności (Kasia i Andrzej byli zadziwiająco zgodni, co tylko potwierdziło, jak dobrze się znają!) i zabawa ze wstążkami. Wszystko prowadzone z klasą, lekkością i humorem, co jest znakiem rozpoznawczym Magicznej Nocy.

MovieTak: Dlaczego my i dlaczego tak szybko?

Nasz sposób pracy (duet foto-video) pozwala nam być wszędzie, ale nie rzucać się w oczy. Kasia i Andrzej napisali w swojej opinii: „Byli wszędzie, gdzie coś się działo, błyskawicznie reagowali na sytuację, a równocześnie nie odczuwaliśmy ich obecności”. To dla nas największa nagroda, bo oznacza, że nasza technika „niewidzialnych obserwatorów” działa bezbłędnie.

Działamy szybko, bo sami nie lubimy czekać. Pierwsza zapowiedź fotograficzna trafiła do Kasi i Andrzeja już 2 dni po ślubie. Krótki film – tzw. teaser – był gotowy następnego dnia. Dlaczego to robimy? Bo wiemy, że żyjecie tymi emocjami tu i teraz. Nasze „kontrolowane ADHD” (Filip) w połączeniu z estetycznym spokojem (Agata) pozwala nam montować i obrabiać materiał w ekspresowym tempie, nie tracąc przy tym na jakości.

Poradnik dla Par: Wesele w Dworzyszczu Wola oczami MovieTak

Jeśli planujecie swoje wesele w tym miejscu, mamy dla Was kilka konkretnych rad od serca:

  1. Strona wizualna: Dworzyszcze kocha kolory i tekstury. Nie bójcie się mocnych akcentów, jak niebieski welur czy ciemne kwiaty. Na zdjęciach w stodole wygląda to genialnie.
  2. Harmonogram z oddechem: Nie bójcie się anomalii typu „pizza w międzyczasie”. To sprawia, że goście nie są „uwięzieni” przy stołach, co daje nam setki okazji na naturalne ujęcia w ruchu.
  3. Sesja na miejscu: Nie traćcie godziny na wycieczkę nad jezioro. Wykorzystajcie teren Dworzyszcza – o złotej godzinie dzieją się tu prawdziwe wizualne cuda.
  4. Mundur i tradycja: Jeśli planujecie ślub wojskowy, zadbajcie o liczną asystę. Błysk szabel to coś, co na filmie i zdjęciach zawsze robi efekt „wow”.
  5. Dźwięk personalizowany: Poproście bliskich o śpiew lub przemowy. To nagrania audio z takich chwil budują duszę Waszego filmu ślubnego.

Kasiu, Andrzeju – dziękujemy za zaufanie. Za to, że pozwoliliście nam być częścią Waszej historii od mroźnego świtu na polu lawendy po gorące nocne tańce w Dworzyszczu. To była przygoda, którą będziemy wspominać przy niejednej kawie.


Planujecie swój ślub i szukacie ekipy, która czuje Wasz vibe?

Szukacie kogoś, kto nie będzie Wam kazał pozować, ale złapie Waszą prawdziwą energię i te magiczne „momenty w międzyczasie”? Wpadnijcie do nas na kawę! Mieszkamy na Śląsku, ale nasz MovieTak-mobile (i my) kocha podróże – czy to pod Kraków, czy na kraniec świata.

Pogadajmy o tym, co dla Was ważne. Bez spiny, przy dobrej kawie (lub online). Chcemy poznać Waszą historię i stworzyć dla Was pamiątkę, do której będziecie wracać z uśmiechem i ciarkami na plecach (tymi dobrymi!).

Do zobaczenia w międzyczasie!
Filip & Agata
Twoi spece od autentycznych wspomnień w MovieTak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *